Kategorie
Refleksje

Czy warto opublikować swój kurs online? Na przykładzie Udemy. Historia prawdziwa

Chciałem sprawdzić się w świecie e-szkoleń 😁 Przygotowałem swój kurs i opublikowałem go na Udemy. Niezła przygoda – 391 osób zapisało się na ten kurs, a ja zdobyłem sporo doświadczenia. Jakiś czas temu zdecydowałem się jednak go zamknąć, a w tym poście dowiesz się dlaczego i co bym zrobił inaczej, gdybym kurs robił dzisiaj.

Moja intencja do napisania tego tekstu to chęć podzielenia się doświadczeniem, które może się komuś przydać – komuś kto też myśli o zrobieniu swojego kursu i nie wie do końca jak zacząć, co wziąć pod uwagę itp. Jednocześnie są to moje subiektywne odczucia, więc zanim podejmiecie decyzje poszperajcie w internecie jeszcze głębiej, aby porównać opinie.

Czemu chciałem zrobić kurs online i jak wyszło?

Razem z doświadczeniem rosła chęć dzielenia się nim. Miałem w głowie kilka tematów, które wydawały mi się potencjalnie interesujące dla publiczności. Jednocześnie od zawsze mnie ciągnie do pisania, robienia zdjęć, kręcenia filmów itp. (czego jakimś przejawem jest ten blog 🤓).

Kurs nosił tytuł “How to write great User Stories for Agile Teams”. Zdecydowałem się na temat historyjek użytkownika (i alternatywnych praktyk), bo początkowo wydawał mi się prosty i jednocześnie interesujący dla potencjalnych odbiorców. W trakcie jego tworzenia okazało się, że może temat jest pierwszorzędny, ale zrobienie z niego kursu, w dodatku ciekawego (bo kto chce robić nudne? 😎), to nic łatwego. Ale w sumie mogłem się tego spodziewać!

Zrobiłem to jednak. Zajęło mi to kilka weekendów. Dla kogoś kto może poświęcić się tylko temu zajęciu, myślę że wyszłoby około 2 tygodni pracy “na pełny etat” (kurs to 1h video + materiały dodatkowe).

Co ogarnąłem?

  • napisanie scenariusza i skryptu (+ dostałem wsparcie w zakresie tłumaczeń)
  • nagranie
  • zmontowanie
  • wszelkie grafiki i opisy
  • info na bloga i media społecznościowe

Na kurs zapisało się 391 studentów. Po 1,5 roku zdecydowałem się kurs usunąć z platformy.

Czemu wybrałem Udemy i na co zwróciłbym uwagę następnym razem?

Wybrałem Udemy, bo znałem ten serwis z 3 kursów, które dla siebie wykupiłem. Dla odbiorcy to bardzo dobra platforma: solidne narzędzie (różne formaty, prace domowe, komentarze, zadawanie pytań itp.), niskie ceny i duży wybór tematów.

Przed publikacją przejrzałem też konkurencyjne serwisy. Do wyboru są zasadniczo dwa podejścia:

  1. gotowe “wszystko w jednym” rozwiązania, takie jak Udemy czy Skillshare – mają one sporą bazę studentów, swoją wyszukiwarkę kursów, sieć afiliacji i marketing
  2. narzędzia do samodzielnej budowy kursów online (np. Thinkific) czy wręcz instalacji jako plugin WordPressowy (np. MemberPress).

Część z gotowych platform “wszystko w jednym” stawiała dużo wyższe wymagania dotyczące kontentu i doświadczenia autora, a ja nie czułem się na tyle “pro”, aby tam startować. Część nie odpowiadała mi pod względem UI/UX, miała niejasne zasady. Natomiast te, które trzeba samodzielnie ogarnąć wiązały się z koniecznością poświęcenia sporego wysiłku na konfigurację.

Dzięki tej przygodzie wiem lepiej na co zwracać uwagę i czy w ogóle warto robić to na gotowej platformie. Jeśli miałbym robić dzisiaj jakiś kurs online to skorzystałbym raczej z autorskiego rozwiązania lub narzędzia, które pozwala mi hostować kurs samodzielnie (coś w stylu MemberPress). Chciałbym mieć większą kontrolę nad całością (design, format, pozycjonowanie, zarządzanie, ceny) i mniejszą częścią dochodu się dzielić. Uważam, że samodzielnie też byłbym w stanie dotrzeć do przynajmniej tak samo szerokiego grona jak z pomocą Udemy.

Mimo tego, że dzisiaj skorzystałbym z innego rozwiązania, to nie twierdzę, że Udemy jest zupełnie chałowe. Plusy gotowców “wszystko w jednym”:

  • szybka sprawa, gdy po prostu zależy nam na zebraniu doświadczenia, chcemy sprawdzić “jak to jest”
  • chcemy zająć się samą treścią, a nie rzeczami dookoła i oszczędzić czas – własne rozwiązania to m.in. konieczność instalacji i obsługi oprogramowania, więcej zabawy z docieraniem do potencjalnych studentów

Na Udemy są też kursy, które mają bardzo wielu studentów i których trenerzy odnieśli spory sukces. Z tego jednak co zrozumiałem (m.in. z forum dla instruktorów), żeby do tego doszło trzeba:

  • znaleźć ten wyjątkowy temat,
  • kurs traktować jako pracę na etacie (promować i odpowiadać na komentarze, prace domowe co bywa bardzo czasochłonne, a przez to trudniejsze do pogodzenia z pracą itd.).

Innymi słowy – ponoć się da, ale trzeba włożyć w to bardzo dużo wysiłku i nie traktować tego jako “zrobiłem, teraz niech się samo kręci”. Skoro jednak trzeba włożyć w to sporo wysiłku, jeśli się na to godzimy, może warto zrobić to bardziej po swojemu, a nie na np. Udemy?

Jeśli rozważasz skorzystanie z gotowych rozwiązań, to polecam zwrócić uwagę na te kwestie:

  • sposób dzielenia przychodu (autor vs. platforma), w tym czy platforma ogarnia EU VAT
  • dostępne narzędzia (np. jakie testy wiedzy możesz zaproponować studentom)
  • kanały komunikacji ze studentami
  • promocja kursu przez tę platformę
  • konkurencyjne kursy na platformie, na wybrane frazy
  • liczba studentów konkurencyjnych kursów (ile osób mogłoby z mojego skorzystać?)

Powody, dla których zrezygnowałem

Dialog ze studentami, analityka

Największym blokerem dla mnie było to, że nie byłem w stanie dowiedzieć się co mogę poprawić w kursie, aby był lepiej odbierany. Na początku dostawałem same 5 gwiazdek, czasem 4. Z czasem jednak zdarzały się coraz częściej trójki, a nawet jedynka. Chciałem się dowiedzieć co mogę poprawić. Wysyłałem zatem wiadomości do studentów. W każdej z nich dziękowałem za udział w kursie i prosiłem o opinię. Napisałem całkiem sporo takich listów i nie dostałem żadnej odpowiedzi. Nie wiem czy te maile z trudnością przechodzą przez filtry spamowe czy coś innego stało za tą sytuacją, ale faktem jest, że nie mogłem uzyskać konstruktywnego feedbacku. Generalnie cała sytuacja była nieco frustrująca – gdy się dostaje negatywne oceny, ale bez żadnego uzasadnienia i nie można z tym nic zrobić. Nie narzekam, rozumiem, że „tak działa internet”, ale taki jest fakt – ciężko cokolwiek zmienić.

Nie dostawałem także żadnych odpowiedzi, gdy komentowałem prace studentów. W ramach kursu zaproponowałem zadanie praktyczne (napisz historyjki itp.). Mogłem je ocenić. Z reguły prace te były dobre, ale dawałem też komentarze konstruktywne, które mogły je uczynić jeszcze fajniejszymi. Tu też bez odpowiedzi.

Brakowało mi też dobrych statystyk. Obecnie Udemy daje pewien ogląd na to, na których sekcjach kursu jaki % użytkowników oglądał wideo dłużej niż 15 sekund, a na których nie. Nie wiem jednak tego, w którym momencie opuszczali lekcję, czy kończyli, gdzie się zatrzymywali, czy przewijali itp. Innymi słowy, sporo tu zgadywania, dość mało danych. Ponadto te same filtry dawały różne wyniki, gdy wyświetlałem je w formie tabeli vs. w formie wykresu.

Z perspektywy czasu zrobiłbym sporo rzeczy inaczej, kurs nie był idealny (chociaż chałowy też nie). Niemniej jednak nie byłem w stanie w trakcie jego publikacji dotrzeć do studentów i zweryfikować moich pomysłów na jego rozwój. Nie miałem zatem narzędzia, aby inaczej niż poprzez zgadywanie zmienić rzecz we właściwym kierunku.

Zamieszanie z ocenami i cenami

Oceny mojego kursu zmieniały się z dnia na dzień nawet, gdy… nie przybywało mi ocen 😃Nie wiedziałem o co chodzi, podrążyłem i dowiedziałem się od wsparcia Udemy, że to najświeższe oceny mają wpływ na to jaka jest ogólna ocena kursu wyświetlana na stronie tytułowej. Było to dość frustrujące, bo system zmienili z dnia na dzień, a moje “stare 5 gwiazdek” przestało się liczyć. Tym samym ocena mojego kursu zmieniała się drastycznie w ciągu jednego miesiąca – nie miałem bardzo wielu studentów, więc każda ocena ważyła odpowiednio wiele. Nie wiem jak teraz działa system Udemy, ówczesna wersja pewnie miała zachęcać instruktorów do tego, aby reagować i odświeżać kurs, gdy oceny się zmieniają, ale… nie było to takie proste, bo przecież poza liczbą gwiazdek nie wiedziałem prawie nic więcej.

System rozliczeń wydawał mi się także zbyt skomplikowany. Zaznaczyłem ustawienia, że cena kursu nie może spaść poniżej 10$, ale i tak niektórzy kupowali go za np. 2$. Nie potrafiłem tego zmienić, tak wiele czynników można było poustawiać, które wpływały na przychód. Nie lubię skomplikowanych i niejasnych systemów, wydawało mi się, że wszystko było dobrze ustawione. Tak niskie ceny oznaczają, że aby mieć sensowny przychód musi Ci wpaść naprawdę sporo subskrypcji, a przy kursie o historyjkach nie jest to takie proste – to nie jest temat, którego szuka wiele osób (jak np. pewnie będzie ogólnie ze Scrumem, rysowaniem czy online marketingiem).

Na część przychodu wpływ ma m.in. to czy Udemy promuje Cię na platformach afiliacyjnych itd. Jednocześnie:

  • wg statystyk ruch pochodził od afiliatów w znacznym stopniu
  • ale już subskrypcje pochodziły w znacznym stopniu ode mnie (rozpoznawałem to po kodach promocyjnych, który studenci używali)

Innymi słowy: niby Twój kurs jest promowany przez Udemy, ale konwersja z tego jest niska. Ostatecznie zatem oddajesz lwią część przychodu, ale nie ma to przełożenia na wolumen użytkowników, a te subskrypcje które wpadają są za śmieszne stawki. Poza tym nie byłem w stanie ustalić gdzie mój kurs jest promowany – w Google nie był zbyt widoczny, a w statystykach nie było podanych adresów URL, z których ruch pochodził. To też duży minus, mało transparentne i przez to budzące wątpliwości.

Więcej czasu niż zakładałem

Mam poczucie, że kursy online mogą być bardzo fajnym źródłem przychodu i jednocześnie frajdy, można odnieść “sukces”. Jednocześnie nie ma tu dróg na skróty 🙂 W moim przypadku mógłbym zapewne wycisnąć z kursu więcej, zrobić go lepiej, mieć większą liczbę studentów i lepsze oceny, gdybym poświęcił mu wyraźnie więcej czasu, np. na promocję. Nie zamierzam narzekać, bo przecież mogłem to przewidzieć. Mój wybór padł na Udemy, bo myślałem, że jest to dobry “skrót”, ale tak się nie okazało. Jeśli zatem masz pomysł na kurs online, to niezależnie od platformy, na której go opublikujesz, bądź gotowy/a na poświęcenie mu sporo czasu. Z mojego doświadczenia wynika, że w każdym przypadku po prostu trzeba zrobić z tego niejako dodatkowy etat jeśli chce się widzieć realne wyniki.

Kurs będzie miał kontynuację!

Materiału nie zamierzam jednak zmarnować. Zamienię go w blog posty i każdy nieodpłatnie będzie mógł się czegoś dowiedzieć o historyjkach użytkownika, jak je pisać, a także jakie są jeszcze ciekawsze alternatywy. Jeśli nie chcesz przegapić tych wpisów zapraszamy tutaj https://www.k85.pl/obserwuj/

Kilka słów na koniec

Bardzo fajna przygoda. Wiem, że dobry kurs wymaga dużych nakładów czasu. Następnym razem wziąłbym urlop, aby go zrobić 🤪 Dobranie narzędzia jest też istotne, a skoro ktoś się zdecyduje na poświęcenie tego czasu, to zachęcam jednak do skorzystania z robienia kursu “u siebie” i promowania go własnymi siłami. Rozczarowałem się nieco Udemy, ale jednocześnie cieszę się, że to zrobiłem, bo to bardzo ciekawe doświadczenie. Robienie kursu “u siebie” daje większą kontrolę nad przychodem, potencjalnie lepszy dostęp do studentów i nieco inną analitykę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.